Victoire :Pogadamy?"
Chwilę się zastanowiłam nad tym co wystukać, lecz po chwili moje place zgodnie sunęły po wyświetlaczu.
Ja :Mamy o czym?..."
Victoire"...Tak. s'il vous plaît*
Ja :Hortex o 19?
Victoire: Merci.a plus tard lub a bientôt
Ja: a plus tard lub a bientôt
* Victoire: Pogadamy?"*
Ja: A mamy o czym...
Victoire: Proszę."
Ja: Hortex o 19?
Victoire: Dziękuję. Do zobaczenia
Ja: Do zobaczenia
Nim się obejrzałam kierowca gwałtownie zahamował. Świat zaczął wirować a wszystko działo się bardzo szybko. Samochód obkręcał się, gdy ten tracił kontrolę nad kierownicą. W ostatniej chwili wyminął ogromne drzewo, uderzając o coś mniej szkodliwego. Przednia szyba prysnęła w drobny mak. Z moich ust wydobył się pisk. Szarpnęłam drzwi i wyskoczyłam z środka trzymając się za serce.
-VANESSA!- do moich uszu dotarł krzyk Justina, który po chwili był przy mnie. Wtuliłam się w jego ciepły tors. Mogłam umrzeć. Uspokoiłam oddech, serce nie biło tak mocno jakby miało wyskoczyć z piersi.
-Jak pan kurwa jeździ?!- warknął Bieber do kierowcy, któremu z twarzy zeszły wszystkie kolory.
-Spokojnie Juss...Ważne, że wyhamował. Chodźmy. Niech pan zadzwoni po pomoc drogową czy coś w ten deseń.- spojrzałam na niego porozumiewawczo a on uśmiechnął się krzywo.
Wyprostowałam się, chwytając torbę treningową. Justin nie chcąc się kłócić szedł obok mnie w stronę studia.
-Nie chcesz dziś odpocząć?- zapytał.
-Obejdzie się.- odparłam.
***
-Szybciej! Nie zapominaj o rękach...Ręce też pracują!- starałam się nie skupiać na wskazówkach Justina by nie przerywać. Nasz układ był gotowy teraz wymagał ćwiczeń i dopinania na ostatni guzik.
-Okey, stop!- stanął za mną kładąc dłonie na mojej talii.- Mniej spinaj biodra. Mają być luźne...Cała spięta jesteś. Powinnaś się rozerwać.- poczułam jak opiera głowę o moje ramie.
-Umiem się bawić.- zaśmiał się.
-Udowodnisz mi to?
-Jak?
-Imprezą.
-Czyżbyś stawiał mi wyzwanie?
-Sobota wieczór?
-Stoi.- zachichotałam.
Zeszłam na dolne piętro, upewniając się, że jestem w domu sama. Usiadłam przy pustym blacie, wyciągając miskę, pudełko kolorowych płatków śniadaniowych, jogurt, truskawki i inne owoce, które drobno posiekałam. Wszystko wymieszałam razem, polewając roztopioną białą czekoladą. Zabrałam się za jedzenie "słodkiego musli" tak, tak mam szesnaście lat i czerpię pomysły na śniadanie z "słodkie śniadanie dla twojego dziecka" co poradzę, że normalne musli nie jest takie apetyczne ? Pieprzyć dietę. Spakowałam szybko torbę szkolną, i wyszłam. Zamówiłam taksówkę, która zaraz potem podwiozła mnie pod kawiarenkę. Tam przy jednym ze stolików czekająca na mnie Vic. Sączyła przez słomkę sok pomarańczowy, dość nerwowo rozglądając się na boki. Odgarnęła czarną, prostą grzywkę z czoła. Jej włosy związane były w niski kucyk, jednak niektóre kosmyki luźno odstawały. Czarne oczy spojrzały na mnie spod gęstych, ciemnych rzęs. Uśmiechnęła się swoimi malinowymi ustami i wstała obejmując mnie swoimi szczupłymi ramionami.
-Byłam tak cholernie głupia.- wyszeptała wprost do mojego ucha.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz