Taniec

Taniec

wtorek, 17 lutego 2015

Rozdział czwarty 11 pytań


Przeszukiwałem moją szafę, w duchu wstydząc, się, że moje zachowanie można nazwać kobiecym. Lubię dobrze wyglądać, nie kręci mnie golenie głowy, czerwone dresy z pięćdziesięciocentymetrowymi w szerokości nogawkami. Wyciągnąłem ciemno błękitne jeansy z Desigual, czarne Supry i biały zwykły podkoszulek z krótkim rękawem. Temperatura sięgała coraz wyżej, więc oszczędziłem zbyt dużej ilości żelu, bojąc się, że spłynie w postaci nieprzyjemnej cieczy. Chciałem postawić kołnierzyk, jednak zorientowałem się, że to nie możliwe gdyż nie mam na sobie marynarki. Ruszyłem ku wyjściu, szybko wybiegając do garażu. Srebrno-czarny Bentley, chyba zaczynał topnieć od temperatury. Uchyliłem jego okna, odpalając silnik. Z ulgą zostawiłem pusty dom za sobą, byłem tam czasem samotny, jednak często mi to opowiadało. Całe życie wśród uciążliwych paparazzi, bez chwili od początku. Ostatnio coraz mniej osób mnie rozpoznawało na ulicy. Wystarczyło, że zakryłem włosy czapką, oczy okularami i nie ubrałem Suprów. Wydaje mi się, że wiele Beliebers mnie poznaje jednak pewnie wpierają bardzo ostatnio znaną akcję na Twitterze "Pół roku spokoju dla Biebsa."
Kochane Beliebers Atlanta
Nasz idol Justin Bieber, ostatnio ma coraz więcej problemów.
Czasem zdąży się, że większa grupa was rozpozna go na ulicy.
NIE PODCHODŹCIE!
Rozumiem, emocje itp. Ale okazja jeszcze może się nadarzyć.
Daj mu pół roku spokoju!
Kochamy go, więc podarujmy mu szczęście.
Jeśli jest sam, a ty tylko przyjechałaś tu na wakcje to podejdź
NIE PISZCZ! ZBIERZ EMOCJE NA WODZE!
Poproś o zdjęcie, jak człowiek..
Pół roku spokoju dla Biebsa"

Szkoda, że niewielu paparazzi polubiło tą stronę. W myślach odtworzyłem drogę do domu Nessy. Przyspieszyłem, gwałtownie hamując tuż przed wielką biała willą. Dziewczyna akurat w tym momencie, wysunęła się zza bramy. Ubrana w ciemne jeansy z wysokim stanem, czarny, ekskluzywny top i białą delikatną kurteczkę. Przez zgięcie łokcia przewiesiła jeansową torebkę od Gucciego. Posłała mi uśmiech, rozchylając drzwi.
-Punktualny.
-To dla mnie nowość.
-Dokąd jedziemy.- ponownie ruszyłem ulicą.
-Hortex?- uśmiechnęła się z satysfakcją, pokiwała głową.
Była to sporych rozmiarów kawiarenka, z różnymi forami soków, deserów. Mrożone soki, grzane soczki zagęszczone... Miejsce dla miłośników Hortex'a. Jej siedzenia otulała biel, jednak ściany miały kolor czerwieni i żółci. Stoliki kolorowe, jakby ozdobione naklejkami. Otworzyłem przed nią drzwi, zadowolona zajęła miejsce. Uwielbiałem to miejsce, gdyż o tej porze niewiele osób do niego przychodziło. Usiedliśmy w kącie, tak, by nikt nas nie dostrzegł. Poza kelnerką oczywiście. Podeszła szybkim krokiem, kręcąc przy tym biodrami. Uśmiechała się sztucznie, zapewne bolała ją już twarz.
-Mogę podać zamówienie?
-Sok pomarańczowy mrożony, z bitą śmietaną poproszę.- odparła bez zastanowienia Vanessa.
-Dla mnie to samo.
-Dziękuję.- odeszła. Wróciła dość szybko niosąc tacę z dwoma długimi szklankami.
-To mój ulubiony-powiedzieliśmy jednocześnie, zaśmialiśmy się.
***
-Zagrajmy 11 pytań.- zaproponowałem.
-W co?
-To gra, dzięki której lepiej się poznamy. Można tylko raz odmówić odpowiedzi, zadajemy je na przemian.- pokiwała głową.
-Kobiety zaczynają. Śpiew sprawia ci radość?
-Tak. Najbardziej lubię koncerty, jednak gdy mija dwadzieścia, trzydzieści minut, jest końcówka bądź środek trasy czasem muszę używać playback. Tańczysz dla siebie, czy rodziców?
-Dla nas obu. Wykonanie prawidłowo obrotu, aplauz publiczności...To jest piękne. Jednak gdybym chciała z tego zrezygnować, prawdopodobnie zaburzyłby się plan mojego życia. Tego by nie znieśli. Jacy są twoi rodzice?
-Mama to wspaniała kobieta, starała się wychować mnie jak najlepiej, zawsze wspierała...Ojciec, to idiota. Wydawał się być wspaniałym człowiekiem...ale jednak nie.  To samo, jacy są TWOI rodzice.- dziewczyna zarysowała słomką kółeczko w napoju, przykładając usta. Wydała z siebie cichy jęk.
-Tata... jest świetny. Kocha mnie, chce dobrze jednak nie jest tolerancyjny. 3/4 moich przyjaciół jest przez niego nielubianych i nienawidzonych. Mam do niego mieszane uczucia.- teraz zamyśliła się ponownie- mama. Idealistka, delikatna kobieta, dystyngowana chociaż nie na tyle co Abby. Wymaga ode mnie ideału. Razem tworzą dość dziwny duet, moje życie jest z góry zaplanowane...-posmutniała delikatnie.-  Jakie masz zainteresowania ?
-Muzyka i... witraże.
-Słucham?- zrobiła "wielkie oczy"
-Lubię.Robić.Witraże- powiedziałem wolno i wyraźnie. -Tak to moja pasja, uwielbiam robić witraże. JB lubi robić witraże... po ojcu. Czy życie sprawia ci radość?
Na jej twarz wstąpiło zdziwienie, powoli otworzyła usta z których wypłynął potok słów.

sobota, 14 lutego 2015

Rozdział Trzeci "Ciężki oddech"

Vanessa
Biegłam w miarę szybko starając się narzucać coraz wyższe tempo. Temperatura mojego ciała sięgała zenitu, pot lał  się po każdym jego odłamku. Zaczynałam czuć ból mięśni, mimo to nadal uparcie parłam do przodu. W miejscowym parku, na chodniku prawdopodobnie ślad zostawiały starte podeszwy moich Air Max'ów. Kolana uginały się po prędkością, płuca zaczynały protestować. Powoli nie gwałtownie napełniałam je powietrzem. Widząc swój cel- niewielką fontannę ucieszyłam się w duchu. Nie zwalniałam, chcąc pobić swój rekord. Przewyższyć swoje możliwości.
Dwadzieścia metrów.
Piętnaście.
Wytrzymam.
Dziesięć.
Zaczyna kręcić mi się w głowie.
3...2...1 !
Gwałtownie hamując upadłam boleśnie na betonową posadzkę, znów uderzając o kolana. Przeszywający ból sparaliżował moje nogi, oddychałam ciężko. 1000 przebiegniętych metrów bez sekund przerwy. Najśmieszniejsze/ najsmutniejsze było to, że gdy upadłam nie zwrócił na mnie uwagi ani jeden człowiek. Wszyscy śpieszyli się do swoich zajęć, nie przejmując się tym, że mogę mieć np. napad astmy, być bez lekarstwa i podduszać. Potem zapewne dowiedziawszy się o wypadku/śmierci Vanessy Castillo mówiliby "biedna dziewczyna, straszna tragedia" nie odczuwając zbytnio bólu. Wiem jednak, że gdzieś na dnie ich chłodnych, zszarganych codziennością serc kryłoby się poczucie winy "zatrzymać się i zapytać, czy jest OK i by żyła" zawsze, zawsze trzeba zadać to cholerne pytanie. Kurwa, tu chodzi o życie!  Pokręciłam głową, pochwyciłam w dłoń różową, sportową torbę. Usiadłam na bielonej ławeczce wyciągając błękitną butelkę chłodnej wody. Mały chłopczyk przejechał swoim niewielkim rowerkiem tuż obok mnie. Posłał mi uśmiech, który odwzajemniłam. Przyłożyłam ujście plastikowego naczynia do warg. Wypiłam ją powoli, rozkoszując zmysły naturalnym smakiem. Uwielbiałam chłodną, smaczną i bez chemii. Delikatnie zsunęłam pomarańczowo-białą bluzę z Adidasa. Poczułam jak ktoś siada obok mnie. Intuicja mnie nie zmyliła.
-Justin? Co tu robisz?- zapytałam zdziwiona.
-Jak odpowiem zabrzmię jak pedofil...Obserwowałem jak biegasz.
-Tak, to naprawdę niecodziennie zabrzmiało.-zaśmiałam się chicho, chłopak poszedł w moje ślady.
-Jesteś niesamowicie szybka.
-Całe moje życie przepełnione jest tańcem. Bywa to czasem podobne do nałogu, muszę czymś zająć swoje ciało. Dzięki bieganiu mam lepszą kondycję i...zajebiste nogi.- tym razem roześmiał się głośno i serdecznie. Zlustrowałam go wzrokiem. Na nos nasunął czarne okulary, włosy postawione zostały przez żel. Ubrany w ciemne jeansy a'la-rurki, błękitny podkoszulek oraz granatową marynarkę (?) z rękawami podwiniętymi tuż przed łokieć. Jego stopy trwały w wiecznych czerwonych Suprach.
-Źle zaczęliśmy naszą znajomość.
-Byłam zbyt wredna. Wybacz.
-Hmm...Musiałbym się zastanowić- teatralnie dotknął ręką serca.
-Och! Och, panie Bieber niech szlachta zgodzi się na przebaczenie!-zaczęłam grać w jego grę.
-Znaj moją litość plebsie.- niestety nie wytrzymałam. Zachichotałam melodyjnie, jak zawsze przewracając niesforne pasmo kasztanowej grzywki za ucho.- Może...chciałabyś się umówić, lepiej poznać?
-Oczywiście- posłałam mu nieśmiały uśmiech. Było mi głupio tak go oschle traktowałam! Moje sumienie się odezwało.- Kiedy?
-Mogę po ciebie przyjechać... masz bardziej napięty grafik ode mnie. Sobota?
-Trening z Abby.
-Piątek?
-Balet.
-Środa?
-Trening...
-Wtorek?
-Trening z tobą głuptasie.
-Przed szesnastą spokojnie się wyrobimy. Wpół do piątej, we wtorek?
-Naturalnie. Wybacz Bieber, ale wracam do domu. Czasem zapominam o szkole. Bay Biebs!- wstałam zarzucając torbę na ramie.
-Do zobaczenia Vanessa.
Truchtem, ruszyłam ku domu. Owy park, znajdował się naprawdę niedaleko od miejsca mojego zamieszkania. Zanim się obejrzałam stałam przed czarną bramą. Weszłam do środka. Mama powitała mnie przyjemnym uśmiechem.
-Nessa, już jesteś. Za godzinę obiad.
-Dobrze.- szybkim krokiem powędrowałam po schodach. Wskoczyłam (dosłownie) pod prysznic, szybko ściągając ubrania. Obmyłam pot, lepiący moją skórę, włosy przepłukałam truskawkowo-waniliowym szamponem, pachnącym bardziej jak guma do żucia. Delikatnie rozprowadziłam kosmetyk po powierzchni głowy. Spłukałam go, już w moim zlewie, nie cierpiąc myć ich pod prysznicem. Z szarych dresów, różowej bokserki przebrałam się w jeansy z wysokim stanem, kończące się tuż przed kostką, stopy wsunęłam w błękitne Tomsy.  Rozczesałam brązowe pasma, susząc je delikatnie. Spojrzałam na zegar
Za piętnaście druga.
Siedziałam tu prawie dwie godziny.
Ja i moje wyczucie czasu -_-
W tym wszystkim, zupełnie nie zwróciłam uwagi na to, że światowa gwiazda popu zaprosiła mnie do kawiarni.
Świat staje na głowie.

piątek, 13 lutego 2015

Rozdział Drugi Hip hop

Abby miała pojęcie, że współczesny pop w ogóle mi się nie podoba. Jestem wielką fanką Michaela Jaksona, i to on jest królem. Nie obrażam Biebera, to piękne, w końcu spełnia sumiennie swoje marzenia. Ale jego muzyka, nie trafia specjalnie w mój gust. Zmierzyłam go wzrokiem, wyciągnęłam ku niemu dłoń, którą delikatnie ujął.
-Miło mi.- skomentowałam sucho.
-Mi także. Jesteś niesamowicie utalentowana, myślę, że będzie nam się wspaniale współpracować.- obecność Abby sprawiała, że każdy czuł się skrępowany i mówił po "Abbyowemu" czyli dystyngowanie, cedząc każde słowo. Wydaję mi się to śmieszne, jednak jej chłodne spojrzenie wręcz czarnych oczu przyprawiało mnie o dreszcze. Uśmiechnęła się.
-Zostawię was samych.
-Do zobaczenia Abby.- Justin posłał jej uśmiech. Po chwili zostaliśmy sami.
-Okej co wiesz o hip-hopie?
-Absolutnie nie wiele.- odparłam zgodnie z prawdą.
-Dobrze więc zacznijmy od podstaw. Toprock i Freezes. Toprock wymaga pozycji stojącej, dorzucając do niego Freezes włączymy przy tym ruchy rąk. Locking, tancerz podczas układu zatrzymuje się, jakby został zamrożony, po chwili wznawia taniec. Dobrze wyćwiczony daje fantastyczny efekt. Tańczyłaś już kiedyś coś bardziej... żywego?
-Naturalnie. Więc, oszczędź nauki podstaw trochę tańczyć umiem. Jednak ciężko to nazwać hip-hop.
-Pokaż co umiesz.- zachęcił. Prychnęłam, podchodząc do głośników.
Przymknęłam powieki przypominając sobie kroki. Pamiętałam je jak przez mgłę. Zaczęłam się ruszać, licząc w pamięci kroki. Chłopak zapewne znał ten układ (kto nie zna Chachi?) więc stanął obok i sam zaczął tańczyć. Jego ruchy były pewniejsze, płynniejsze jednak byliśmy zsynchronizowani...
https://www.youtube.com/watch?v=uN_x7yI3AJs
Mimo, że trwał on niewiele ponad czterdzieści sekund, sprawił mi niemałą trudność. Odetchnęłam gdy nadeszła pora na końcowe figury. W końcu leżałam na plecach, wykonując ostatni ruch. Ten taniec dał mi pewną radość, energię, swobodę ruchu. Spojrzałam na karmelowookiego.
-Świetnie! Musisz jednak trochę to dopracować. By bezbłędnie zatańczyć hip-hop potrzeba odrobiny luzu.
L.U.Z w tańcu? Całe życie zajmowałam się akrobatyką, baletem w, którym obowiązują pewne zasady. Trzeba się ich sztywno trzymać. Chłopak chyba dostrzegł moje zdziwienie/niepewność/szok.
-Oczywiście tu też są reguły, ale jest też więcej zabawy- uniosłam brew.
-Według ciebie taniec jest zabawą? Ochh, ciężko będzie nam się pracować.
-To się liczy, zabawa.- spojrzał na mnie wzrokiem, którego nie dałam rady odczytać.
-Liczy się zwycięstwo i perfekcja...jedynie.
***
Minęły prawie dwie godziny. Lekko zmęczona, usiadłam na podłodze, chyląc butelkę pełną wody do ust. Szybko przełknęłam chłodną ciecz, ugaszając rwące pragnienie. Justin był prawie na tyle wymagający co Abby, jednak nikt nie dawał takiego "wycisku" co egzotycznie piękna kobieta.
-Dobrze, na dziś chyba wystarczy.- oznajmił chłopak. Spojrzałam na niego zdziwiona.
-Tak szybko?
-Minęły dwie godziny.- nie mówię, że mi coś nie odpowiada. Zwykle jednak trenowałam po 3/4 dziennie. Podniosłam się, pochwyciłam kluczyki od szatni. Weszłam do kwadratowego pomieszczenia. Wślizgnęłam się pod prysznic, szybko oblewając spocone, obolałe ciało. Z treningowego stroju,założyłam ten w którym przyjechałam do Studia. Rozpuściłam włosy, rozczesując je szybko. Moja twarz nie wyglądała tak okropnie jak o poranku, cień pod oczami zniknął, mimo, że puder spłynął razem z nim. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia wychodząc skierowałam się do recepcji. Poczułam jak ktoś chwyta moje ramie.
-Vanessa, jesteś tu samochodem?- zapytał Bieber.
-Zaliczasz Taksówkę do auta?
-Odwieźć się do domu?- zmierzyłam go chłodnym spojrzeniem.
-Nie trzeba.
-Wiesz...Może ci sprawić niewielki problem powrót taksówką.
-O czym ty...- dopiero teraz spojrzałam przez szklane drzwi prowadzące na zewnątrz. Około dziesięciu paparazzi czyhało przed nimi, już obdarzając nas migoczącym światłem fleszy.-Tak jest zawsze gdy gdzieś wychodzisz?
-Nie. Ale teraz jest tu dziewczyna...
-Och! Komplikujesz mi życie Bieber.
-Czyli tak?
-Tak.- prychnęłam wściekle.
-Justin to twoja nowa dziewczyna?
-Ile jesteście razem?
-Jak masz na imię?
-Jesteś w ciąży?
-Czy ciągle ćpasz?- te i inne pytania wydobywały się z ich ust. Chłopak zignorował je, pomagając wsiąść mi do samochodu. Wściekle zapięłam pas.
-Dlaczego, ciągle uważasz, że nie powinnam wrócić taksówką?
-Bo w ten sposób uznaliby iż się pokłóciliśmy, ja cię zwyzywałem a "źródła" donosiłyby, że jesteś w ciąży. Teraz kilka portali poda informację, że Selena Gomez jest zazdrosna.  Dadzą ci spokój.- wyjaśnił, przyspieszając, zgubił dwa śledzące nas Mercedesy. Pokręciłam głową z dezaprobatą.
-Kiedy następny trening?- zapytałam.
-Przypomnij jaki dziś dzień tygodnia?
-Sobota.
-Pracujesz w sobotę?-zdziwił się.
-A ty?
-Byłem pewny...że dziś poniedziałek.- odchrząknął, lekko uśmiechając się na myśl o swojej nieuwadze.
-Więc proponuję wtorek.
-OK. Teraz skreć w lewo, i zobaczysz mój dom.
Tuż za wzgórzem rozciągała się biała willa z czerwonym dachem. Ogród nie był zbyt wielki, ściany pokrywały różne wzory. Drzew w tym obszarze nie było najwięcej, dwa na krzyż. Średniej wielkości basen znajdował się tuż przy różńokamiennym chodniku przecinającym podwórze przez środek. Posłałam chłopakowi krzywy uśmiech po czym wyszłam z samochodu.
***
Justin
Jej uśmiech wyszedł krzywo, oczy były smutne. Zamknęła za sobą drzwiczki, po czym pchnęła bramę. Zniknęła za drzwiami do swojego bogatego domu. Ponownie odpaliłem silnik, kierując się ku domu. Mieszkała dość daleko ode mnie. Przyspieszyłem. To lubiłem najbardziej, szybką jazdę. Zawsze mnie do podniecało, dawało trochę wolności. Jestem dobrym kierowcą, uważam by nie potrącić żadnego przechodnia. Los skazał mnie na szybsze dorastanie, jednak miałem dzieciństwo. Zacisnąłem dłonie na kierownicy. Gwałtownie zahamowałem. Kurwa, minąłem już swój dom. Roześmiałem się głośno, poczym zawróciłem. Tym razem uważnie przyglądałem się lewej stronie krajobrazu aż natrafiłem pod właściwe miejsce. Zaparkowałem w garażu po czym wszedłem do środka. Z wnętrza słychać było radio.
-Cześć!- krzyknąłem.
-Justin, już jesteś!- mała dziewczynka rzuciła mi się na szyję. Uniosłem nią kręcąc w powietrzu.
-Cześć Jazzy. Mamo?- czarnowłosa kobieta wyszła z kuchni. Mimo, że mieli swój własny dom ciągle tu przychodzili.- Aż tak ci źle we własnej wili?
-Och, nie mogłam się powstrzymać! Jesteś tu taki sam, może chciałbyś wrócić? Rodzeństwo...Telewizor, i w ogóle obiad.- zrobiła słodkie oczka. Wiem, tęskniła za mną. Bała się, martwiła bo mieszkam w OGROMNYM domu sam. Jeremy okazał się nie najlepszym tatą. Razem z jego żoną Erin, pozostawił Jazmyn i Jaxona. Mama postanowiła się nimi zająć, bardzo ją pokochali, nie dziwię się.
-Zostanę tu gdzie jestem.- zaśmiałem się.
Poszedłem na górę zajmując ulubioną sypialnię. Rzuciłem się na łóżko, wpatrując w sufit. Vanessa... Jest taka inna, nie jak na swój wiek. Powinna chodzić z głową w chmurach myśleć o chłopakach, zakupach i...o mnie. No co ? Nie o tym myślą dziewczyny. Ciacho,zakupy, Bieber. Ona tym czasem dąży do wygranej, perfekcji...nie mówię, że to źle! Jest tajemnicza, bardzo przyciągająca. Nadal podziwiając biel ściany nade mną, wyciągnąłem z kieszeni Iphone'a. Wszedłem na pierwszy z brzegu blog o "gwiazdach"
Justin Bieber z dziewczyną wychodzą z restauracji (wtf?!) Selena Gomez zrozpaczona?

Zaczęło się...

niedziela, 8 lutego 2015

Rozdział Pierwszy Justin Bieber

Vanessa
Beep...Beep...Beep 
- Cholera- mruknęłam na oślep błądząc dłonią po powierzchni komody. Końcówki moich palców tknęły metalowej obudowy iPhone'a wyłączyłam dręczący budzik. Zakryłam twarz dłońmi, powieki nadal zalepiał piasek. Wydałam z siebie przeciągły jęk, podnosząc się na nogi, które zdawały być złożone z ołowiu. Westchnęłam ciężko, jednak - używając całej siły woli- doczłapałam się do toalety. Dopiero gdy moje obolałe, nagie ciało znalazło się pod prysznicem poczułam, jak mięśnie pod wpływem gorącej wody ulegają rozluźnieniu. Odetchnęłam z ulglą, powracając do żywych. 
Wczorajszy trening był bardzo wyczerpujący. Zaczęliśmy powtarzać nową choreografię. Przede mną ważne zawody. Światowe zawody taneczne. Tak zwane *Dance Eurovision zbliżają się, a ja ćwiczę godzinami, kilka razy w tygodniu. Jednak wczoraj gdy zaczynałam nowy układ zeszło mi pięć długich, męczących godzin i o dwudziestej pierwszej wróciłam do domu, od razu wczołgując się do łóżka. Mimo, iż mam dopiero siedemnaście lat bardzo ciężko pracuję. Zależy mi na wygranej, to jest najważniejsze. 
 Wyszłam z pod prysznica i podeszłam do szafy. Zarzuciłam czarne leginsy i biały top. Włosy zaczesałam w kucyk ( który wyszedł mi dość krzywo ) A zmarnowaną twarz... pozostawiłam samą sobie. Wory pod oczami sięgały do nasady nosa, byłam blada jak trup. Wsunęłam stopy w kapcie- króliczki i zeszłam na dolne piętro do kuchni matka - jak to kochająca mamusia - na mój widok upuściła talerz, który zginął w skutek zderzenia się z kamienną posadzką, bogatego domu w Londynie.
- Matko kochana ! Jak ty wyglądasz?- zapytała spanikowana. 
- Też cię kocham mamuniu - sarknęłam.
- Żartuj sobie, żartuj... Dopóki się nie przebierzesz nawet nie myśl o śniadaniu ! Masz zamiar w ten sposób pojechać na trening ?- oparła ręce o boki.
- Mamo, ja jestem wykończona I MAM JESZCZE TAŃCZYĆ ? 
- Musisz ćwiczyć. Na pewno ci się nie uda nawet tam wejść wyglądając jak 40-letnia alkocholiczka - niema to jak serce matki. Poszłam na górę mrucząc paskudne przekleństwa pod nosem. Wróciłam w błękitnych dżinsach, czerwonej koszulce bez ramiączek i balerinkach. Moje loki były idealnie ułożone, twarz pod warstwą najlepszego, francuskiego pudru. Na szyi łańcuszek. Rozstawiłam ręce.
- Może być ? - mama uśmiechnęła się ciepło i wskazała na stół.
- Śniadanie - oznajmiła, a jej głęboko błękitne tęczówki znów roześmiały się. Moja matka miała na imię Samanta, trzydzieści siedem lat zdawało się w ogóle nie odcisnąć na jej twarzy. Miała  jasne, blond platynowe włosy ubrana w elegancką czarną spódnicę do kolan i białą bluzkę ze złotymi zakończeniami, która oplatała jej smukłą talię. Włosy zaczesała w warkocza, dobieranego z, którego nie wychodziło nawet pasmo włosów. Cała ona, idealna do bólu. 
Naleśniki z serem i miodem wyglądały bardzo apetycznie. Wysunęłam ku nim dłoń, jednak otrzymałam karcące spojrzenie kobiety. Westchnęłam biorąc się za liść sałaty, polany chudym jogurtem naturalnym i trzema pomidorkami koktajlowymi. Popiłam wodą mineralną. Tęskniłam za normalnym jedzeniem, ale muszę być na wiecznej diecie by zaraz przed treningiem nie rozpychać żołądku. Sałatka nie miała nawet przypraw zero soli czy pieprzu.  

Because I'm bad, I'm bad - come on
 (Bad, bad - really, really bad)
 You know I'm bad, I'm bad - you know it...

W kuchni rozległa się muzyka Michaela Jacksona. Niespiesznie wyjęłam z kieszeni iPhone'a. Dźwięk ucichł.
- Vicky?- zawołałam do słuchawki. 
- Cześć, Nessa- przywitała się ze mną moja przyjaciółka Victoire. Uśmiechnęłam się słysząc jej dźwięczny głos. - Zakupy, dzisiaj, dwudziesta, bądź. - poleciła
- Ale ja mam... 
-... tre-ning, oui znam tą śpiewka na pamięć. Ale koń-ciysz go o 17, czyż nie ? Zdą-zi-ś spokojnie. 
- No... Dobrze zobaczę co się da zrobić. - rozłączyła się, zapewne po to bym nie mogła zmienić zdania. Victoire była bardzo optymistyczną dziewczyną, pochodzącą z Francji. Jej akcent często dawał się we znaki i przy każdej możliwej okazji krytykowała nas język " oń być taki twardy " często mówi. Zawsze umiała mnie rozśmieszyć, nawet tata w pełni ją akceptował co zdarzało się rzadko. Był ciężkim typem człowieka, kochał mnie, ale nie akceptował osób z płytszym portfelem, co nieraz doprowadzało mnie do wściekłości. 
- To już jadę - oznajmiam mamie, dzwoniąc po taksówkę. 
- Do zobaczenia kochanie - krzyknęła.
Stanęłam przed Dance Company 11. Poczułam przyjemne mrowienie w kącikach ust które oznaczało jedno - szeroki uśmiech wymalował się na mojej twarzy. Uwielbiałam taniec, mimo iż z dnia na dzień coraz bardziej mnie męczył. Weszłam do sporego budynku. Tuż za recepcją siedziała niewysoka kobieta. Jej twarz, którą pokrywały piegi została równomiernie zakryta podkładem. Włosy związane w idealny, schludny kok. Ubrana jak zwykle. Ciemna koszula, zapewne jeansy oraz buty na wysokim obcasie. Avery liczyła sobie 27 lat.
- Dzieńdobry, Avery - przywitałam ją, a jej zielone oczy zabłysły wesoło pod wpływem uśmiechu. 
- Cześć Vanesso, idź do sali C. Abby powinna zaraz przyjść.- poinformowała mnie, życząc miłego dnia.  
Pokierowałam się do pomieszczenia wskazanego przez nią. Sala C, była jedną z największych w całej szkole tańca. Na każdej z ścian wisiało lustro, podłoga pokryta panelami, które pokryte były plastikiem ( tańczyło się boso, więc trzeba było unikać drzask lub innych kontuzji stóp ) Rozciąganie rozpoczęłam od niskich skłonów, potem przeszłam do obrotów na wyprostowanej nodze wszystko zakończyłam saltem w tył. Upadłam na podłogę, kolana jeszcze mnie bolały, więc powinnam unikać gwałtownych figur. Usiadłam na kolanach, łapiąc oddech. Nagle do pomieszczenia weszła wysoka, ciemnowłosa kobieta. Ubrana była w czarną koszulkę luźną na piersiach i szare leginsy do tego miała buty na wzór Conversów. Abby była osobą o szczupłej sylwetce i ostrymi rysami twarzy. Wielu osobom kojarzy się z Kleopatrą. Rzeczywiście jej uroda miała w sobie coś egzotycznego, starożytnego, czarne oczy okolone oprawką z ciemnych, długich rzęs nadawały jej powagi. Poliki jak zawsze blade, jak reszta ciała. Niektórzy twierdzą iż się malowała. Było to jednak kłamstwo, natura obdarzyła ją nietypowym pięknem. Ubierała się w odcieniach złotego i srebra. Uwielbiała długie, złociste łańcuszki. Styl z Egiptu rodem. Mimo to miała 33 lata.Byłam jej ulubienicą, wiem że pokładała we mnie wielkie nadzieje. 
- Dzień dobry.- powitałam ją uśmiechem. 
- Cześć Vans- wszyscy mówili mi Nessa, Abby uznała, że Vans bardziej do mnie pasuje, przyzwyczaiłam się. Zresztą jeśli ona coś postanowi, po prostu wypada to zaakceptować. Związała lśniące, aksamitne włosy w wysoki kucyk. Po chwili rozpoczął się trening. Minęło pół godziny, aż Abby kazałam mi usiąść na podłodze. Sama uczyniła to samo. 
- Posłuchaj.-zaczęła oficjalnym tonem. Widziałam, że będzie to ważna wiadomość, która zapewne mnie nie zadowoli.-niedługo konkurs...właściwie bardzo ważne zawody, których zajęcie podium przyniesie ci sławę.Wiem, zostały jeszcze trzy miesiące, to niewiele. Nadal nie mamy, dla ciebie układy hip hop'owego. Wiesz, że nie mam w tym doświadczenia, więc postanowiłam dać ci... innego nauczyciela
Zamarłam. Zapewne moja twarz przedstawiała zdziwienie. Abby z własnej woli przekazuje mnie w inne ręce ? No nie wierzę ! Świat wariuje!
- Dobrze, a to mężczyzna czy kobieta?- zapytałam, starając opanować emocje, wręcz drące moje ciało. 
- Mężczyzna. - westchnęłam, ale uśmiech wymalował się na mojej twarzy by jej nie martwić. Nie cierpiałam pracować z mężczyznami, wydają się mniej profesjonalni, bardziej wymagający.
- Ile ma lat ?
-Dwadzieścia jeden. 
Teraz to naprawdę mnie zaskoczyła ! Cztery lata starszy ode mnie chłopak, ma zamiar nauczyć mnie układu. Przypominam, że były to NAJWAŻNIEJSZE ZAWODY W MOIM ŻYCIU! 
-Jest bardzo doświadczony, mnóstwo zapłaciłam by dawał ci lekcje trzy razy w tygodniu. Naprawdę się nie zawiedziesz. 
- O, której przyjdzie ?
- Nie wiem. Spóźni się, więc zacznijmy taniec dowolny - uśmiechnęłam się z satysfakcją zaczynając mój ulubiony, delikatny taniec. Tym razem nie była to ani akrobatyka tylko balet. Układ zaczynał się od gwałtownych ruchów, pełnych bólu. Opowiada on o dziewczynie, która zostaje uprowadzona i zamknięta w klatce. Przez pewien czas próbuje walczyć, ale w końcu oddaje się metalowemu więzieniu. Wtedy ruchy stają się lżejsze, delikatniejsze przepełnione strachem, zmarnowaniem.  Ma on pokazać jak tancerka latami zamyka się w sobie, wyrazić jej ból. Na końcu popełnia samobójstwo. 
Zatraciłam się w tańcu zupełnie. Czułam spojrzenie czarnych oczu mojej nauczycielki. Miałam wrażenie, że nie jesteśmy same. Po chwili wykonywałam ostateczną figurę, robiłam obrót z podskokiem padłam na kolana i złapałam rękoma szyję. Upadłam bezwładnie na podłogę i w tym momencie muzyka została zatrzymana  w połowie taktu. 
-Przedstawiam ci nowego nauczyciela - oznajmiła Abby, odwróciłam wzrok ku wejściu do sali. 
Moim oczom ukazał się Justin Bieber.
_____
*Dance Eurovision 
Takie zawody nie istnieją, zostały wymyślone na potrzeby opowiadania. 

sobota, 7 lutego 2015

Prolog.

Vanessa Carrie chciałaby móc nazwać się normalną siedemnastolatką. 
Jednak los nie dał jej tej przyjemności.
Całe jej życie, przepełnione tańcem zaplanowane z najmniejszymi szczegółami. Męczące próby, wiele zawodów, bolesne kontuzje. Do tego brak przyjaciół, na których nie miała czasu. Nie czuła się zmuszana do tańczenia, uwielbiała tą satysfakcję gdy prawidłowo wykona ruch, podniecenie gdy setki par oczu obserwuje cię na scenie...Jednak gdzieś w środku szalenie pragnęła wolności. 
Najważniejsze zawody w jej życiu. 
Trzy tańce. 
Dowolny.
Balet.
Hip-hop. 
Ma je opanować do perfekcji, liczy się zwycięstwo. Talent, perfekcja, gracja.  Trzeci z nich sprawi jej problem. Nowy nauczyciel okaże się kimś kogo by się nigdy nie spodziewała. 
Justin Bieber. 
Chłopak przywyknął do ciężkich prób, wielu wyrzeczeń. Z chęcią zgodził się na naukę pięknej dziewczyny. Sprawia wrażenie delikatnej, nieśmiałej, cichej. Jest jednak przeciwieństwem tych cech. 
Temperament dziewczyny. 
Zaangażowanie znanego na świecie chłopaka. 
Co z tego wyniknie ?