Taniec

Taniec

niedziela, 8 lutego 2015

Rozdział Pierwszy Justin Bieber

Vanessa
Beep...Beep...Beep 
- Cholera- mruknęłam na oślep błądząc dłonią po powierzchni komody. Końcówki moich palców tknęły metalowej obudowy iPhone'a wyłączyłam dręczący budzik. Zakryłam twarz dłońmi, powieki nadal zalepiał piasek. Wydałam z siebie przeciągły jęk, podnosząc się na nogi, które zdawały być złożone z ołowiu. Westchnęłam ciężko, jednak - używając całej siły woli- doczłapałam się do toalety. Dopiero gdy moje obolałe, nagie ciało znalazło się pod prysznicem poczułam, jak mięśnie pod wpływem gorącej wody ulegają rozluźnieniu. Odetchnęłam z ulglą, powracając do żywych. 
Wczorajszy trening był bardzo wyczerpujący. Zaczęliśmy powtarzać nową choreografię. Przede mną ważne zawody. Światowe zawody taneczne. Tak zwane *Dance Eurovision zbliżają się, a ja ćwiczę godzinami, kilka razy w tygodniu. Jednak wczoraj gdy zaczynałam nowy układ zeszło mi pięć długich, męczących godzin i o dwudziestej pierwszej wróciłam do domu, od razu wczołgując się do łóżka. Mimo, iż mam dopiero siedemnaście lat bardzo ciężko pracuję. Zależy mi na wygranej, to jest najważniejsze. 
 Wyszłam z pod prysznica i podeszłam do szafy. Zarzuciłam czarne leginsy i biały top. Włosy zaczesałam w kucyk ( który wyszedł mi dość krzywo ) A zmarnowaną twarz... pozostawiłam samą sobie. Wory pod oczami sięgały do nasady nosa, byłam blada jak trup. Wsunęłam stopy w kapcie- króliczki i zeszłam na dolne piętro do kuchni matka - jak to kochająca mamusia - na mój widok upuściła talerz, który zginął w skutek zderzenia się z kamienną posadzką, bogatego domu w Londynie.
- Matko kochana ! Jak ty wyglądasz?- zapytała spanikowana. 
- Też cię kocham mamuniu - sarknęłam.
- Żartuj sobie, żartuj... Dopóki się nie przebierzesz nawet nie myśl o śniadaniu ! Masz zamiar w ten sposób pojechać na trening ?- oparła ręce o boki.
- Mamo, ja jestem wykończona I MAM JESZCZE TAŃCZYĆ ? 
- Musisz ćwiczyć. Na pewno ci się nie uda nawet tam wejść wyglądając jak 40-letnia alkocholiczka - niema to jak serce matki. Poszłam na górę mrucząc paskudne przekleństwa pod nosem. Wróciłam w błękitnych dżinsach, czerwonej koszulce bez ramiączek i balerinkach. Moje loki były idealnie ułożone, twarz pod warstwą najlepszego, francuskiego pudru. Na szyi łańcuszek. Rozstawiłam ręce.
- Może być ? - mama uśmiechnęła się ciepło i wskazała na stół.
- Śniadanie - oznajmiła, a jej głęboko błękitne tęczówki znów roześmiały się. Moja matka miała na imię Samanta, trzydzieści siedem lat zdawało się w ogóle nie odcisnąć na jej twarzy. Miała  jasne, blond platynowe włosy ubrana w elegancką czarną spódnicę do kolan i białą bluzkę ze złotymi zakończeniami, która oplatała jej smukłą talię. Włosy zaczesała w warkocza, dobieranego z, którego nie wychodziło nawet pasmo włosów. Cała ona, idealna do bólu. 
Naleśniki z serem i miodem wyglądały bardzo apetycznie. Wysunęłam ku nim dłoń, jednak otrzymałam karcące spojrzenie kobiety. Westchnęłam biorąc się za liść sałaty, polany chudym jogurtem naturalnym i trzema pomidorkami koktajlowymi. Popiłam wodą mineralną. Tęskniłam za normalnym jedzeniem, ale muszę być na wiecznej diecie by zaraz przed treningiem nie rozpychać żołądku. Sałatka nie miała nawet przypraw zero soli czy pieprzu.  

Because I'm bad, I'm bad - come on
 (Bad, bad - really, really bad)
 You know I'm bad, I'm bad - you know it...

W kuchni rozległa się muzyka Michaela Jacksona. Niespiesznie wyjęłam z kieszeni iPhone'a. Dźwięk ucichł.
- Vicky?- zawołałam do słuchawki. 
- Cześć, Nessa- przywitała się ze mną moja przyjaciółka Victoire. Uśmiechnęłam się słysząc jej dźwięczny głos. - Zakupy, dzisiaj, dwudziesta, bądź. - poleciła
- Ale ja mam... 
-... tre-ning, oui znam tą śpiewka na pamięć. Ale koń-ciysz go o 17, czyż nie ? Zdą-zi-ś spokojnie. 
- No... Dobrze zobaczę co się da zrobić. - rozłączyła się, zapewne po to bym nie mogła zmienić zdania. Victoire była bardzo optymistyczną dziewczyną, pochodzącą z Francji. Jej akcent często dawał się we znaki i przy każdej możliwej okazji krytykowała nas język " oń być taki twardy " często mówi. Zawsze umiała mnie rozśmieszyć, nawet tata w pełni ją akceptował co zdarzało się rzadko. Był ciężkim typem człowieka, kochał mnie, ale nie akceptował osób z płytszym portfelem, co nieraz doprowadzało mnie do wściekłości. 
- To już jadę - oznajmiam mamie, dzwoniąc po taksówkę. 
- Do zobaczenia kochanie - krzyknęła.
Stanęłam przed Dance Company 11. Poczułam przyjemne mrowienie w kącikach ust które oznaczało jedno - szeroki uśmiech wymalował się na mojej twarzy. Uwielbiałam taniec, mimo iż z dnia na dzień coraz bardziej mnie męczył. Weszłam do sporego budynku. Tuż za recepcją siedziała niewysoka kobieta. Jej twarz, którą pokrywały piegi została równomiernie zakryta podkładem. Włosy związane w idealny, schludny kok. Ubrana jak zwykle. Ciemna koszula, zapewne jeansy oraz buty na wysokim obcasie. Avery liczyła sobie 27 lat.
- Dzieńdobry, Avery - przywitałam ją, a jej zielone oczy zabłysły wesoło pod wpływem uśmiechu. 
- Cześć Vanesso, idź do sali C. Abby powinna zaraz przyjść.- poinformowała mnie, życząc miłego dnia.  
Pokierowałam się do pomieszczenia wskazanego przez nią. Sala C, była jedną z największych w całej szkole tańca. Na każdej z ścian wisiało lustro, podłoga pokryta panelami, które pokryte były plastikiem ( tańczyło się boso, więc trzeba było unikać drzask lub innych kontuzji stóp ) Rozciąganie rozpoczęłam od niskich skłonów, potem przeszłam do obrotów na wyprostowanej nodze wszystko zakończyłam saltem w tył. Upadłam na podłogę, kolana jeszcze mnie bolały, więc powinnam unikać gwałtownych figur. Usiadłam na kolanach, łapiąc oddech. Nagle do pomieszczenia weszła wysoka, ciemnowłosa kobieta. Ubrana była w czarną koszulkę luźną na piersiach i szare leginsy do tego miała buty na wzór Conversów. Abby była osobą o szczupłej sylwetce i ostrymi rysami twarzy. Wielu osobom kojarzy się z Kleopatrą. Rzeczywiście jej uroda miała w sobie coś egzotycznego, starożytnego, czarne oczy okolone oprawką z ciemnych, długich rzęs nadawały jej powagi. Poliki jak zawsze blade, jak reszta ciała. Niektórzy twierdzą iż się malowała. Było to jednak kłamstwo, natura obdarzyła ją nietypowym pięknem. Ubierała się w odcieniach złotego i srebra. Uwielbiała długie, złociste łańcuszki. Styl z Egiptu rodem. Mimo to miała 33 lata.Byłam jej ulubienicą, wiem że pokładała we mnie wielkie nadzieje. 
- Dzień dobry.- powitałam ją uśmiechem. 
- Cześć Vans- wszyscy mówili mi Nessa, Abby uznała, że Vans bardziej do mnie pasuje, przyzwyczaiłam się. Zresztą jeśli ona coś postanowi, po prostu wypada to zaakceptować. Związała lśniące, aksamitne włosy w wysoki kucyk. Po chwili rozpoczął się trening. Minęło pół godziny, aż Abby kazałam mi usiąść na podłodze. Sama uczyniła to samo. 
- Posłuchaj.-zaczęła oficjalnym tonem. Widziałam, że będzie to ważna wiadomość, która zapewne mnie nie zadowoli.-niedługo konkurs...właściwie bardzo ważne zawody, których zajęcie podium przyniesie ci sławę.Wiem, zostały jeszcze trzy miesiące, to niewiele. Nadal nie mamy, dla ciebie układy hip hop'owego. Wiesz, że nie mam w tym doświadczenia, więc postanowiłam dać ci... innego nauczyciela
Zamarłam. Zapewne moja twarz przedstawiała zdziwienie. Abby z własnej woli przekazuje mnie w inne ręce ? No nie wierzę ! Świat wariuje!
- Dobrze, a to mężczyzna czy kobieta?- zapytałam, starając opanować emocje, wręcz drące moje ciało. 
- Mężczyzna. - westchnęłam, ale uśmiech wymalował się na mojej twarzy by jej nie martwić. Nie cierpiałam pracować z mężczyznami, wydają się mniej profesjonalni, bardziej wymagający.
- Ile ma lat ?
-Dwadzieścia jeden. 
Teraz to naprawdę mnie zaskoczyła ! Cztery lata starszy ode mnie chłopak, ma zamiar nauczyć mnie układu. Przypominam, że były to NAJWAŻNIEJSZE ZAWODY W MOIM ŻYCIU! 
-Jest bardzo doświadczony, mnóstwo zapłaciłam by dawał ci lekcje trzy razy w tygodniu. Naprawdę się nie zawiedziesz. 
- O, której przyjdzie ?
- Nie wiem. Spóźni się, więc zacznijmy taniec dowolny - uśmiechnęłam się z satysfakcją zaczynając mój ulubiony, delikatny taniec. Tym razem nie była to ani akrobatyka tylko balet. Układ zaczynał się od gwałtownych ruchów, pełnych bólu. Opowiada on o dziewczynie, która zostaje uprowadzona i zamknięta w klatce. Przez pewien czas próbuje walczyć, ale w końcu oddaje się metalowemu więzieniu. Wtedy ruchy stają się lżejsze, delikatniejsze przepełnione strachem, zmarnowaniem.  Ma on pokazać jak tancerka latami zamyka się w sobie, wyrazić jej ból. Na końcu popełnia samobójstwo. 
Zatraciłam się w tańcu zupełnie. Czułam spojrzenie czarnych oczu mojej nauczycielki. Miałam wrażenie, że nie jesteśmy same. Po chwili wykonywałam ostateczną figurę, robiłam obrót z podskokiem padłam na kolana i złapałam rękoma szyję. Upadłam bezwładnie na podłogę i w tym momencie muzyka została zatrzymana  w połowie taktu. 
-Przedstawiam ci nowego nauczyciela - oznajmiła Abby, odwróciłam wzrok ku wejściu do sali. 
Moim oczom ukazał się Justin Bieber.
_____
*Dance Eurovision 
Takie zawody nie istnieją, zostały wymyślone na potrzeby opowiadania. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz