Taniec

Taniec

piątek, 13 lutego 2015

Rozdział Drugi Hip hop

Abby miała pojęcie, że współczesny pop w ogóle mi się nie podoba. Jestem wielką fanką Michaela Jaksona, i to on jest królem. Nie obrażam Biebera, to piękne, w końcu spełnia sumiennie swoje marzenia. Ale jego muzyka, nie trafia specjalnie w mój gust. Zmierzyłam go wzrokiem, wyciągnęłam ku niemu dłoń, którą delikatnie ujął.
-Miło mi.- skomentowałam sucho.
-Mi także. Jesteś niesamowicie utalentowana, myślę, że będzie nam się wspaniale współpracować.- obecność Abby sprawiała, że każdy czuł się skrępowany i mówił po "Abbyowemu" czyli dystyngowanie, cedząc każde słowo. Wydaję mi się to śmieszne, jednak jej chłodne spojrzenie wręcz czarnych oczu przyprawiało mnie o dreszcze. Uśmiechnęła się.
-Zostawię was samych.
-Do zobaczenia Abby.- Justin posłał jej uśmiech. Po chwili zostaliśmy sami.
-Okej co wiesz o hip-hopie?
-Absolutnie nie wiele.- odparłam zgodnie z prawdą.
-Dobrze więc zacznijmy od podstaw. Toprock i Freezes. Toprock wymaga pozycji stojącej, dorzucając do niego Freezes włączymy przy tym ruchy rąk. Locking, tancerz podczas układu zatrzymuje się, jakby został zamrożony, po chwili wznawia taniec. Dobrze wyćwiczony daje fantastyczny efekt. Tańczyłaś już kiedyś coś bardziej... żywego?
-Naturalnie. Więc, oszczędź nauki podstaw trochę tańczyć umiem. Jednak ciężko to nazwać hip-hop.
-Pokaż co umiesz.- zachęcił. Prychnęłam, podchodząc do głośników.
Przymknęłam powieki przypominając sobie kroki. Pamiętałam je jak przez mgłę. Zaczęłam się ruszać, licząc w pamięci kroki. Chłopak zapewne znał ten układ (kto nie zna Chachi?) więc stanął obok i sam zaczął tańczyć. Jego ruchy były pewniejsze, płynniejsze jednak byliśmy zsynchronizowani...
https://www.youtube.com/watch?v=uN_x7yI3AJs
Mimo, że trwał on niewiele ponad czterdzieści sekund, sprawił mi niemałą trudność. Odetchnęłam gdy nadeszła pora na końcowe figury. W końcu leżałam na plecach, wykonując ostatni ruch. Ten taniec dał mi pewną radość, energię, swobodę ruchu. Spojrzałam na karmelowookiego.
-Świetnie! Musisz jednak trochę to dopracować. By bezbłędnie zatańczyć hip-hop potrzeba odrobiny luzu.
L.U.Z w tańcu? Całe życie zajmowałam się akrobatyką, baletem w, którym obowiązują pewne zasady. Trzeba się ich sztywno trzymać. Chłopak chyba dostrzegł moje zdziwienie/niepewność/szok.
-Oczywiście tu też są reguły, ale jest też więcej zabawy- uniosłam brew.
-Według ciebie taniec jest zabawą? Ochh, ciężko będzie nam się pracować.
-To się liczy, zabawa.- spojrzał na mnie wzrokiem, którego nie dałam rady odczytać.
-Liczy się zwycięstwo i perfekcja...jedynie.
***
Minęły prawie dwie godziny. Lekko zmęczona, usiadłam na podłodze, chyląc butelkę pełną wody do ust. Szybko przełknęłam chłodną ciecz, ugaszając rwące pragnienie. Justin był prawie na tyle wymagający co Abby, jednak nikt nie dawał takiego "wycisku" co egzotycznie piękna kobieta.
-Dobrze, na dziś chyba wystarczy.- oznajmił chłopak. Spojrzałam na niego zdziwiona.
-Tak szybko?
-Minęły dwie godziny.- nie mówię, że mi coś nie odpowiada. Zwykle jednak trenowałam po 3/4 dziennie. Podniosłam się, pochwyciłam kluczyki od szatni. Weszłam do kwadratowego pomieszczenia. Wślizgnęłam się pod prysznic, szybko oblewając spocone, obolałe ciało. Z treningowego stroju,założyłam ten w którym przyjechałam do Studia. Rozpuściłam włosy, rozczesując je szybko. Moja twarz nie wyglądała tak okropnie jak o poranku, cień pod oczami zniknął, mimo, że puder spłynął razem z nim. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia wychodząc skierowałam się do recepcji. Poczułam jak ktoś chwyta moje ramie.
-Vanessa, jesteś tu samochodem?- zapytał Bieber.
-Zaliczasz Taksówkę do auta?
-Odwieźć się do domu?- zmierzyłam go chłodnym spojrzeniem.
-Nie trzeba.
-Wiesz...Może ci sprawić niewielki problem powrót taksówką.
-O czym ty...- dopiero teraz spojrzałam przez szklane drzwi prowadzące na zewnątrz. Około dziesięciu paparazzi czyhało przed nimi, już obdarzając nas migoczącym światłem fleszy.-Tak jest zawsze gdy gdzieś wychodzisz?
-Nie. Ale teraz jest tu dziewczyna...
-Och! Komplikujesz mi życie Bieber.
-Czyli tak?
-Tak.- prychnęłam wściekle.
-Justin to twoja nowa dziewczyna?
-Ile jesteście razem?
-Jak masz na imię?
-Jesteś w ciąży?
-Czy ciągle ćpasz?- te i inne pytania wydobywały się z ich ust. Chłopak zignorował je, pomagając wsiąść mi do samochodu. Wściekle zapięłam pas.
-Dlaczego, ciągle uważasz, że nie powinnam wrócić taksówką?
-Bo w ten sposób uznaliby iż się pokłóciliśmy, ja cię zwyzywałem a "źródła" donosiłyby, że jesteś w ciąży. Teraz kilka portali poda informację, że Selena Gomez jest zazdrosna.  Dadzą ci spokój.- wyjaśnił, przyspieszając, zgubił dwa śledzące nas Mercedesy. Pokręciłam głową z dezaprobatą.
-Kiedy następny trening?- zapytałam.
-Przypomnij jaki dziś dzień tygodnia?
-Sobota.
-Pracujesz w sobotę?-zdziwił się.
-A ty?
-Byłem pewny...że dziś poniedziałek.- odchrząknął, lekko uśmiechając się na myśl o swojej nieuwadze.
-Więc proponuję wtorek.
-OK. Teraz skreć w lewo, i zobaczysz mój dom.
Tuż za wzgórzem rozciągała się biała willa z czerwonym dachem. Ogród nie był zbyt wielki, ściany pokrywały różne wzory. Drzew w tym obszarze nie było najwięcej, dwa na krzyż. Średniej wielkości basen znajdował się tuż przy różńokamiennym chodniku przecinającym podwórze przez środek. Posłałam chłopakowi krzywy uśmiech po czym wyszłam z samochodu.
***
Justin
Jej uśmiech wyszedł krzywo, oczy były smutne. Zamknęła za sobą drzwiczki, po czym pchnęła bramę. Zniknęła za drzwiami do swojego bogatego domu. Ponownie odpaliłem silnik, kierując się ku domu. Mieszkała dość daleko ode mnie. Przyspieszyłem. To lubiłem najbardziej, szybką jazdę. Zawsze mnie do podniecało, dawało trochę wolności. Jestem dobrym kierowcą, uważam by nie potrącić żadnego przechodnia. Los skazał mnie na szybsze dorastanie, jednak miałem dzieciństwo. Zacisnąłem dłonie na kierownicy. Gwałtownie zahamowałem. Kurwa, minąłem już swój dom. Roześmiałem się głośno, poczym zawróciłem. Tym razem uważnie przyglądałem się lewej stronie krajobrazu aż natrafiłem pod właściwe miejsce. Zaparkowałem w garażu po czym wszedłem do środka. Z wnętrza słychać było radio.
-Cześć!- krzyknąłem.
-Justin, już jesteś!- mała dziewczynka rzuciła mi się na szyję. Uniosłem nią kręcąc w powietrzu.
-Cześć Jazzy. Mamo?- czarnowłosa kobieta wyszła z kuchni. Mimo, że mieli swój własny dom ciągle tu przychodzili.- Aż tak ci źle we własnej wili?
-Och, nie mogłam się powstrzymać! Jesteś tu taki sam, może chciałbyś wrócić? Rodzeństwo...Telewizor, i w ogóle obiad.- zrobiła słodkie oczka. Wiem, tęskniła za mną. Bała się, martwiła bo mieszkam w OGROMNYM domu sam. Jeremy okazał się nie najlepszym tatą. Razem z jego żoną Erin, pozostawił Jazmyn i Jaxona. Mama postanowiła się nimi zająć, bardzo ją pokochali, nie dziwię się.
-Zostanę tu gdzie jestem.- zaśmiałem się.
Poszedłem na górę zajmując ulubioną sypialnię. Rzuciłem się na łóżko, wpatrując w sufit. Vanessa... Jest taka inna, nie jak na swój wiek. Powinna chodzić z głową w chmurach myśleć o chłopakach, zakupach i...o mnie. No co ? Nie o tym myślą dziewczyny. Ciacho,zakupy, Bieber. Ona tym czasem dąży do wygranej, perfekcji...nie mówię, że to źle! Jest tajemnicza, bardzo przyciągająca. Nadal podziwiając biel ściany nade mną, wyciągnąłem z kieszeni Iphone'a. Wszedłem na pierwszy z brzegu blog o "gwiazdach"
Justin Bieber z dziewczyną wychodzą z restauracji (wtf?!) Selena Gomez zrozpaczona?

Zaczęło się...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz